Quo vadis, Śląsku?

Kiedy idę z psem na spacer, statystycznie każdy z nas ma trzy nogi. Absurd? Nie do końca, bo w pewien sposób pokazuje mechanizmy, jakimi kierują się założenia od których wychodzą wszelkie badania czy analizy dotyczące sytuacji na Śląsku. Bo choć nasz region nadal jest jednym z przynoszących Skarbowi Państwa największe dochody, to gwarancji na to, że ten stan się utrzyma, nie mamy. Szczególnie w świetle wymogów unijnych, do jakich musimy się dostosować.

Wiele się ostatnio mówi o optymalizacji emisji CO2, odchodzeniu od „brudnej” energii, co w bezpośredni sposób łączy się z zakończeniem wydobycia węgla kamiennego. Koniec górnictwa wydaje się być przesądzony, pozostają jednak pytania, na które tak naprawdę nie ma odpowiedzi. Najistotniejszym wydaje się, by zastosować rozwiązania pozwalające na płynne przejście z jednego do drugiego modelu pozyskiwania energii. Na Śląsku będzie to, nie ukrywajmy, wyjątkowo trudne. Trzeba przede wszystkim pamiętać, że górnictwo to nie tylko kopalnie, to cały przemysł tzw. okołogórniczy, w którym zatrudnionych są setki tysięcy mieszkańców Śląska. To całe zakłady pracy, których profil opiera się na produkcji związanej z górnictwem. Wystarczy wspomnieć, że w tak dużej hucie jak Huta Łabędy ok. 70 % produkcji to dziś zamówienia dla górnictwa. A proces przejścia produkcyjnego z 90%  dla tej branży trwa już ładnych kilka lat. Oprócz hut mamy jeszcze cały szereg innych przedsiębiorstw, których produkty wykorzystywane są głównie w przemyśle górniczym. A ile jest małych, lokalnych punktów bezpośrednio powiązanych z obsługą osób pracujących  w tym przemyśle? Nie sposób policzyć. Pamiętajmy, że stan portfeli Ślązaków przekłada się bezpośrednio także na kondycję samorządów. Podatki, które odprowadzamy trafiają przecież w części do kasy miast, w których mieszkamy. Im mniej wpływów, tym bardziej będzie się pogarszać stan dróg, oświaty i służby zdrowia.

 

Przekwalifikowanie produkcji na inną, niż spełniającą potrzeby górnictwa nie jest rzeczą łatwą. Przede wszystkim potrzebny jest pomysł, nisza, w którą można się „wstrzelić” zapewniając tym zakładom byt na kolejne lata. To potrzeba poszukiwania innych, także zagranicznych rynków zbytu dla śląskiej produkcji. Dobry pomysł i szczegółowy plan to grunt, aby zapewnić solidne podstawy przemysłowi. Zakłady, aby wiedzieć na czym stoją, muszą mieć jasno określoną perspektywę i tu widzę szansę w rządowych projektach związanych ze stymulowaniem zakupu od hut i określenia nowego profilu produkcji. Dziś, jak w przywołanym przeze mnie przykładzie, gdy tylko ok. 30% produkcji hutniczej tak dużej huty trafia poza branżę górniczą, nie da się zapewnić stabilności. Aby ten procent wzrósł co najmniej do 50 niezbędne są starania podejmowane przez m. in. premiera Mateusza Morawieckiego oraz śląskich parlamentarzystów, jak chociażby senator Dorotę Tobiszowską.

 

Dlatego nie bez powodu pani senator stara się wskazać, że zamykanie Ruchu Bielszowice przed czasem będzie posunięciem nie tyle złym, co katastrofalnym. To są naczynia powiązane. Chodzi przede wszystkim o węgiel koksujący, który przez Komisję Europejską został wpisany na listę produktów strategicznych. Rozumie to także premier, więc mam nadzieję że wspólnymi siłami uda się jednak opóźnić wyrok dla tej kopalni, nie uzasadniony przecież kwestią ekonomiczną. Pozostając przy tej kwestii znamienne są także ostatnie doniesienia z krajów takich jak Szwecja czy Niemcy, które opierają się głównie na odnawialnych źródłach energii. Pogoda zweryfikowała idee i ich realizację. Konieczność sprowadzania węgla, między innymi polskiego, aby wytworzyć niezbędną ilość energii, stała się faktem. To może poddawać w wątpliwość całkowitą dekarbonizację Polski, bo prędzej czy później staniemy przed taką samą koniecznością. Jak podkreślają fachowcy, całkowita rezygnacja z węgla oznaczać będzie jednocześnie rezygnację z niezawodnych i zawsze dyspozycyjnych źródeł energii. Zresztą, nasuwa się od razu porównanie z projektem gazociągu po dnie Bałtyku, który omija Polskę.

 

Idealnie byłoby, gdyby dostosowując się do wymogów unijnych tworzyć na Śląsku nową jakość i nowy przemysł oparty o zielone standardy. Wsparcie przedsiębiorstw na czas transformacji, zapewnienie ludziom stabilnej pracy i godnej płacy powinno być priorytetem, jeśli nie chcemy powtórki z czasów zamykania zakładów pracy w regionie. Nie trzeba przypominać, jak się to skończyło. Straszące ruiny prężnie kiedyś działających kopalń, hut czy fabryk są symbolem nie tylko straconych szans, ale też znacznego pogorszenia poziomu życia ludzi niegdyś w nich zatrudnionych.. To też koszmar właścicieli sklepów czy punktów usługowych w dzielnicach związanych bezpośrednio z przemysłem. Dzisiaj dla Śląska to byłaby już katastrofa bez odwrotu. Dalsza pauperyzacja społeczności niosłaby za sobą skutki, o których lepiej nie wspominać.

 

Żeby Państwo dobrze mnie zrozumieli, nie jestem przeciwko źródłom odnawialnym i zielonej energii. Ale jestem realistą, bo transformacja to nie jest chwila. Zależy mi, jak innym osobom związanym ze Śląskiem, na płynnym przejściu, dostosowaniu tej transformacji nie tylko do wytycznych unijnych, ale przede wszystkim do realiów naszego regionu. To jest w tym procesie najważniejsze. Zadbajmy o to, by Śląsk na tej restrukturyzacji zyskał, a nie znów stracił. Śląskie firmy mają potencjał, mają wspaniałych pracowników, ale bez pomocy i jasnego, przejrzystego planu, mogą sobie nie poradzić.