Pomagamy Rodakom na Kresach

Z prawdziwą przyjemnością mogę już ogłosić, że wspólnie z Towarzystwem Miłośników Lwowa rozpoczynamy akcję charytatywną „Niech zaświeci Gwiazdka dla Polaków na Wschodzie”. Niektórzy z Państwa pewnie pamiętają, że dwa lata temu byłem współorganizatorem zbiórki dla polskiej szkoły we Lwowie. Tym razem chcemy sprawić, by dla naszych Rodaków na Wschodzie tegoroczne Święta były jeszcze bardziej wyjątkowe.

Zachęcam do wzięcia udziału w tej akcji pomocowej, bo sytuacja Polaków na Kresach z roku na rok się pogarsza. Poniżej prezentuję rozmowę Danuty Skalskiej, redaktorki „Lwowskiej Fali” w Radiu Katowice i Prezes Bytomskiego Oddziału Towarzystwa Miłośników Lwowa z Bronisławą Melnarowicz i jej synem Aleksandrem. Wystarczy posłuchać, by zorientować się, że brakuje im właściwie wszystkiego. A takich osób jest na Kresach wiele. Dlatego pomoc przeznaczona będzie między innymi dla:

–  ochronki dla dzieci i szkoły języka polskiego prowadzonej przez siostry zakonne w Samborze,
–  wsi Łanowice, której 99,9% mieszkańców stanowią Polacy,
–  Polaków będących słuchaczami Uniwersytetu Trzeciego Wieku we Lwowie
–  społeczności polskiej (parafia p.w. Jana Pawła II) w Piotrowcach na Bukowinie

Co zbieramy? Żywność z długim terminem ważności, środki czystości, kosmetyki i artykuły higieniczne. Jednak ponieważ jest to akcja gwiazdkowa, mile widziane będą też takie rzeczy, które jej beneficjentom dadzą poczucie odrobiny świątecznego luksusu. Może to być kawa, słodycze, wszystko, co na co dzień w domach raczej brakuje.

Prezenty dla Kresowian będzie można od 3 października przynosić do mojego biura radnego przy ul. Wyzwolenia 8/5. W każdy wtorek od godziny 18:00 do 19:00 będziemy czekać na chętnych. Oczywiście jeśli uzbiera się większa ilość darów, proszę o kontakt i wtedy podjedziemy je odebrać bezpośrednio do Państwa.

Serdecznie zachęcam do włączenia się w tę pomoc. Niech razem z opłatkiem w domach naszych Rodaków zagości poczucie, że Ojczyzna o nich pamięta.

Lwów

Czy pracownicy OPS wkrótce będą musieli sami korzystać z pomocy?

Pracownicy OPS o podwyżki walczą od lat. Na razie jednak przybywa im tylko obowiązków. Pismo, które zamieszczam, to kolejna próba zwrócenia uwagi na to, co dzieje się w naszym mieście. Zastanawiam się, czy nie byłoby warto zorganizować spotkania z pracownikami nie tylko OPS, ale i innych miejskich instytucji. I wytłumaczyć im, dlaczego pensje stoją w miejscu, a wydatki na igrzyska rosną. Mogę oczywiście zadać takie pytanie na sesji, ale jak się Państwo domyślają, odpowiedź dostanę równie merytoryczną, jak na pozostałe moje zapytania. W końcu prezydent musi zwiedzać Chiny i jeździć odpowiednim samochodem, by nie wyglądać jak – cytuję „ubogi krewny”. Jego urzędnicy w tym czasie zastanawiają się nad tym, za co żyć…

Solidarnosc OPSSolidarnosc B

 

Czekamy na czystą Kalinę

Propaganda sukcesu w Urzędzie Miasta jak zawsze głośna. Ciekawe, czy za hucznie ogłoszonym pozyskaniem (po raz kolejny) środków na rewitalizację Kaliny tym razem pójdzie powodzenie projektu. Sporów, spraw sądowych i niespełnionych obietnic w tym temacie mamy już dosyć, więc będziemy się uważnie przyglądać.
Zapraszam do obejrzenia materiału TVP Katowice.

http://katowice.tvp.pl/33978135/staw-kalina-czy-to-bedzie-udana-inwestycja

 

 

Misja turystyczna?

O wizycie świętochłowickiej delegacji w Chinach jest już dość głośno, ale być może nie wszyscy Państwo mieli okazję zapoznać się ze sprawą. Aby ją przedstawić, posłużę się wpisem z facebookowej strony Klubu Radnych PiS w Świętochłowicach. Prezentuję też zapytanie, jakie złożyłem w Urzędzie Miejskim w związku z „misją gospodarczą”.

Co łączy Świętochłowice z Chinami? Oficjalnie, podpisana w 2012 r. umowa partnerska. Realnie? Turystyka samorządowa uprawiana przez władze Świętochłowic. Na oficjalnej stronie Urzędu Miasta możemy właśnie podziwiać fotografie z aktualnej „misji gospodarczej” do ulubionego miejsca wycieczek naszych włodarzy.

Co z tego wyniknie dla Świętochłowic? Od pięciu lat zadajemy sobie to pytanie i nie potrafimy znaleźć odpowiedzi. Szumne zapowiedzi prezydenta Kostempskiego o współpracy naszego miasta z azjatyckim tygrysem i korzyściach, jakie będzie z niej czerpać, brzmią nam w uszach od 2012 r. To wtedy pierwszy raz delegacja z naszego miasta pojechała do Tai’an. Tak, wtedy szef naszego klubu również pojechał do Chin, bo już słyszymy, jak niektórzy czytelnicy wykrzykują przed ekranem ten oczywisty fakt:-) Tyle tylko, że pięć lat temu pomysł nawiązania kontaktów gospodarczych z chińskim miastem partnerskim brzmiał obiecująco i realnie. Była nadzieja, która bardzo szybko prysła. Potrzebne było naoczne przekonanie się, że Chińczycy mieli w związku z tą wizytą równie rozbujałe oczekiwania, jak my. Święcie przekonani, że rozmawiają z decydentami Górnośląskiego Związku Metropolitalnego i firmy górniczej zaczynającej się na „K” też węszyli potencjalne korzyści. Jak wielkie musiało być ich rozczarowanie, gdy okazało się, że to tylko delegacja 50-tysięcznego miasta bez przemysłu i atrakcyjnej oferty inwestycyjnej. Zwłaszcza, że podczas rewizyty nie widzieli naszej rzeczywistości i rozpadających się kamienic, tylko DTŚ z okien samochodów. A na obiady wożono ich do Łani, żeby przypadkiem nie zobaczyli za dużo Świętochłowic I dalej jakoś pomimo drążenia tematu od 2012 r. o chińskich inwestycjach w Świętochłowicach ani widu, ani słychu. Jedyną pamiątką obecności Azjatów jest klasa chińska w I LO. Nic to, że w tym roku rozpoczęło w niej naukę jedynie 9 uczniów, bo więcej chętnych mimo łapanki nie udało się znaleźć.

Zastanawiamy się, jakie korzyści wynosimy jako mieszkańcy z tych kosztownych wizyt. Dlatego pytamy wprost – co będziemy z tego mieli, ile kosztowała ta wycieczka i ile osób wzięło w niej udział. Podejrzewamy, że więcej niż uczniów pierwszej klasy z językiem chińskim. W sumie trudno się dziwić młodzieży, że się do niej nie pali. Gdyby proroctwa prezydenta o inwestycjach sprawdziły się, i świętochłowicka strefa ekonomiczna hulała na całego, pewnie byłaby to najlepsza rekomendacja do rozpoczęcia nauki. Tymczasem zapowiedzi pozostały tylko w sferze marzeń i zamiast zysków mamy wydatki. Bo oczywistym jest, że na wyjazd do Chin my, mieszkańcy, złożyliśmy się wszyscy. Dlatego chcemy wiedzieć, po ile. Ile klatek schodowych udałoby się za to wyremontować, obliczymy już sobie sami.
Co znamienne, nawet informacje o wizycie zamieszczane na oficjalnej stronie Urzędu z roku na rok są coraz krótsze i mniej merytoryczne. Widać nawet Biuro Prasowe ni ma już pomysłu, jak „sprzedać” te wycieczki. Nie dziwimy się i współczujemy ciężkiej orki.

Armii Ludowej